• Krzysztof Śledziński “De(kon)strukcja Rothbardowskiej koncepcji monopolu”


    „(…) Właściciel może, z wyłączeniem innych osób, korzystać z rzeczy (…)”.
    Autor nieznany

    Wprowadzenie
    Koncepcji monopolu poświęcono wiele uwagi w ekonomii austriackiej, co nie zaskakuje biorąc pod uwagę wagę owej kwestii. O jej istotności świadczyć może chociażby fakt, że trzech spośród najwybitniejszych ekonomistów austriackich, mianowicie Ludwig von Mises, Israel Kirzner i Murray Rothbard, przedstawiło autorskie teorie monopolu. Teorie te, warto również zaznaczyć, są ze sobą sprzeczne. Trafnie zaprezentował to w swoim artykule D. T. Armentano1. Twierdzi on, że „[j]edną z najbardziej kontrowersyjnych dziedzin ekonomii austriackiej, na której temat toczą się ostre dysputy wśród najbardziej nawet uznanych teoretyków, jest teoria monopolu”. Armentano, przeanalizowawszy poszczególne koncepcje, skłania się ku interpretacji Rothbarda tego zjawiska, tj. monopolu jako przywileju państwowego rezerwującego pewien obszar produkcji dla poszczególnej jednostki lub grupy. Definicja ta „wydaje się niewrażliwa na krytyczne argumenty wysunięte w stosunku do teorii monopolu Misesa i Kirznera”2 (co zresztą nie dziwi, skoro Rothbard odciął się od nich całkowicie). Z tego względu została ona zaakceptowana przez środowisko ekonomistów austriackich, lecz nie tylko, powszechnie bowiem z Rothbardowskiego rozumienia monopolu korzystają również libertarianie, z najbardziej prominentnymi przedstawicielami ruchu włącznie, żeby wspomnieć o Samuelu Edwardzie Konkinie III3, Royu Childsie4, Stephanie Kinselli5 czy Hansie Hermanie Hoppe6. Czy jednak takie sformułowanie koncepcji monopolu jest pozbawione wad?

    Celem tego artykułu jest krytyczna analiza stanowiska Rothbarda w sprawie monopolu, nie zaś kwestii monopolu per se. Przegląd Rothbarda teorii monopolu (tj. podejścia neoklasycznego, Misesa i Kirznera) pozostaje poza wszelką wątpliwością – przedstawione argumenty nie tracą nic ze swojej mocy. Problematyczna pozostaje jedynie koncepcja Rothbarda. W artykule tym udowodnię, że stanowisko Rothbarda jest równie bezzasadne, co alternatywne podejścia. Uczynię to, pozostając w obrębie ekonomii austriackiej7, dodawszy jedynie parę spostrzeżeń natury stricte empirycznej – tak, aby koncepcja ta została podważona wewnętrznie.


    Koncepcja Rothbarda
    Na początku przybliżymy pokrótce krytykowaną koncepcję, po pierwsze, żeby wiedzieć dokładnie, co poddajemy krytyce, a po drugie, żeby przekonać Czytelnika, iż teoria ta nie jest nam obca. Jak wspomnieliśmy, Rothbard definiuje monopol następująco: „monopol jest przyznaniem specjalnego przywileju przez państwo, rezerwującego pewien obszar produkcji dla jednej osoby lub grupy osób”8. Definicję ową można podzielić na dwie części: (1) przyznanie specjalnego przywileju przez państwo oraz (2) zarezerwowanie pewnego obszaru produkcji dla jednej osoby lub grupy osób. Wynika z niej przyjęty przez Rothbarda dychotomiczny podział sytuacji monopolistycznej: stan, w którym monopol nie występuje, to wolny rynek, zaś istnienie monopolu implikuje brak wolnego rynku, vulgo: państwo9. „[R]ządowy monopol zawsze ogranicza konkurencję, zawsze gwałci suwerenność konsumentów i producentów, a także zawsze ‘uderza’ w dobrobyt konsumenta. (…) wszystkie państwowe ograniczenia są ‘monopolistyczne’, niszczą konkurencję i są szkodliwe dla konsumentów jako zamykające drogę do alternatywnych wolnorynkowych możliwości”10.

    Przyjrzyjmy się teraz, co według Rothbarda może być przedmiotem przywileju. Temat ten nie został poruszony w zadowalającym stopniu w „Ekonomii wolnego rynku”, dlatego też czerpać będziemy z również „Manifestu libertariańskiego” (choć w bardzo ograniczonym stopniu ze względu na niewielką wartość naukową tej książki) i „Interwencjonizmu i rynku”. Nie będzie to wyliczenie wyczerpujące, chcemy bowiem jedynie zaprezentować sfery, które Rothbard rezerwował dla monopolu11.
    1. Patenty, bowiem „naruszają prawa własności niezależnych odkrywców, którzy dokonują odkrycia i tworzą wynalazek później niż właściciel patentu”12. Co więcej, ochrona patentowa nie jest ochroną przed kradzieżą, a uniemożliwiając korzystanie z wynalazku bez zgody pierwszego wynalazcy, sama stanowi akt przymusu ze strony państwa.
    2. Zakaz sprzedaży. Polega on na tym, że dana firma otrzymuje od państwa pozwolenie na prowadzenie sprzedaży na wybrane produkty. Przykładem niech będą licencje: „wszyscy, którym rząd odmówi przyznania lub sprzedania licencji, nie mogą prowadzić określonego rodzaju działalności gospodarczej”13. Dodatkowo, dzięki temu przywilejowi producent może ustalić cenę monopolistyczną, która w wyniku sztucznie zaniżonej elastyczności powoduje poniesienie szkód przez konkurentów i konsumentów, ponieważ „siła zastosowana przez państwo uniemożliwia im swobodny zakup dóbr od tych, którzy chcą je sprzedać”14. Warto zaznaczyć, że skutkiem tego przywileju jest zmniejszenie produkcji i wzrost ceny powyżej ceny wolnorynkowej.
    3. Praca przymusowa, w formie poboru do wojska, „niesie ze sobą efekt w postaci usunięcia młodych ludzi z rynku pracy i tym samym pozwala ich konkurentom na uzyskiwanie ceny monopolistycznej”15.
    4. Usługi obronne. Jak wiadomo państwo jest instytucją, która „rości sobie wyłączność do prawa używania przemocy i podejmowania ostatecznych decyzji”, a zatem państwo ma „monopol na dostarczanie usług z zakresu ochrony”16.
    5. Zakłady użyteczności publicznej, przykładowo w sektorze energetycznym i telekomunikacyjnym. „Prywatne zakłady użyteczności publicznej podlegają regulacjom, a ceny ich produktów ustalane są odgórnie przez agencje rządowe, żeby zapewnić sobie dochód na tym samym poziomie” oraz „nikt nie ma prawa konkurować z monopolem operatora telefonicznego”17.
    6. Kartele, które charakteryzują się odgórnym ustalaniem maksymalnej produkcji. Zwykle idą one w parze z ceną minimalną. W ten sposób nie tylko ogranicza się produkcję, ale również to państwu powierzone jest zadanie ustalania, kto może należeć do kartelu.
    7. Cła ograniczające konkurencję geograficzną na danym terenie, w wyniku czego poszkodowani są konsumenci, jako że uniemożliwia się im kupno po niższych cenach u bardziej wydajnych producentów.

    Taka lista w zupełności wystarczy na nasze potrzeby. Wynika z niej, że monopol jest zjawiskiem bardzo rozpowszechnionym w dzisiejszym, skażonym interwencją państwową, świecie. Korzystamy z jego usług niemal na każdym kroku, bezustannie wchodzimy w interakcje z monopolistami w Rothbardowskim rozumieniu tego terminu. Trzeba zaznaczyć, że nawet enumeratywnie wymienione przez Rothbarda przypadki monopolu nie wyczerpują zagadnienia. Listę rozszerzyli liczni jego uczniowie i zwolennicy (jak Stephen Kinsella, wpisując na nią prawo autorskie), jak i antagoniści ideologiczni, vide Kevin Carson, który umieścił na niej subsydia transportowe oraz absentee landlordism, czyli własność nieruchomości niepołączoną z bezpośrednim jej użytkowaniem18. Zwrócić należy uwagę, że powyższa lista jest de facto listą instytucji prawnych uregulowanych w prawie pozytywnym. Przykładowo, w Polsce podstawą prawną patentów jest ustawa Prawo własności przemysłowej (Dz. U. 2003 Nr 119 poz. 1117), zaś koncesje wydawane są na podstawie art. 6 § 2 pkt. 3 ustawy o radiofonii i telewizji (Dz. U. 1993 nr 7 poz. 34). Oznacza to, że coraz bardziej zbliżamy się do sedna problemu. Stoimy bowiem na stanowisku, że wszyscy ci autorzy pominęli jedną niezmiernie istotną instytucję, tak oczywistą, że łatwo ją przeoczyć, występującą uniwersalnie, stanowiącą podstawę społeczeństwa kapitalistycznego19 (lecz nie tylko, jako że jej zastosowanie nie ogranicza się wyłącznie do tej formacji społeczno-politycznej). Ową instytucją jest własność.


    Własność w kapitalizmie
    Własność, zgodnie z terminologią przyjętą w języku prawniczym, stanowi najszersze prawo rzeczowe. Uregulowana jest ona w art. 140 kodeksu cywilnego: „W granicach określonych przez ustawy i zasady współżycia społecznego właściciel może, z wyłączeniem innych osób, korzystać z rzeczy zgodnie ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem swego prawa, w szczególności może pobierać pożytki i inne dochody z rzeczy. W tych samych granicach może rozporządzać rzeczą”. Można zatem wyróżnić w ramach owej definicji następujące uprawnienia: do posiadania (ius possidendi), do używania (ius utendi), do pobierania pożytków z rzeczy (ius fruendi), do dysponowania faktycznego rzeczą (ius abutendi) oraz do rozporządzania rzeczą (ius disponendi). Przez „rzecz” rozumieć należy przedmiot materialny wyodrębniony na tyle, że może stanowić dobro samoistne w stosunkach społeczno-gospodarczych. Do kategorii tej należą więc nieruchomości (zdefiniowane w art. 46 § 1 kodeksu cywilnego), jak budynki czy grunt, i ruchomości (niezdefiniowane w kodeksie cywilnym, zatem rozpatrywane a contrario względem nieruchomości). Rzeczą ruchomą są przykładowo komputer, książka, okulary (słowem „towar”), ale również pieniądze (zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego z 4 grudnia 1998r., III CKN 49/98).

    Widzimy zatem bardzo wyraźnie, że państwo niezwykle szczegółowo reguluje kwestie dotyczące własności. Właściciel posiada ściśle określone uprawnienia do korzystania z rzeczy. Prawo reguluje bowiem nie tylko ochronę własności, sposoby nabywania (w tym nabycie roju pszczół, vide art. 182 kodeksu cywilnego) i transferu, ale także przeprowadzenie granicy gruntów, konieczność ustanowienia drogi koniecznej czy współwłasność. Z problematyką własności powiązane są uregulowania zawarte w kodeksie karnym (np. kradzież ograniczona jest wyłącznie do rzeczy ruchomej), kodeksie spółek handlowych (przykładowo, kwestia wkładów, lecz ogólnie ujmując spółki handlowe same przez się nierozerwalnie powiązane są z własnością), kodeksie karnym skarbowym oraz w niemal każdym akcie prawnym odnoszącym się do kwestii uprawnionego działania właściciela. Co więcej, osoba, która nie otrzyma od państwa uprawnień właściciela (przykładowo, jeśli będzie chciała nabyć własność w inny sposób niż określony w kodeksie cywilnym lub jeśli wkroczy na teren zajmowany już przez innego właściciela) nie będzie mogła prowadzić działalności gospodarczej, tj. produkcji. Tym samym udowodniliśmy pierwszą część definicji, zgodnie z którą monopol oznacza przyznanie specjalnego przywileju przez państwo danej osobie lub grupie osób.

    Przechodząc do drugiego elementu definicji, kluczowe jest rozważenie innej cechy konstytutywnej własności, mianowicie wyłączenia innych osób. Sformułowanie to denotuje z jednej strony uprawnienie właściciela do pozbawienia innych osób możliwości korzystania z rzeczy (władania nią), naruszając prawa właściciela (roszczenie windykacyjne i roszczenie negatoryjne, odpowiednio art. 222 § 1 i art. 222 § 2 kodeksu cywilnego), a z drugiej – konieczność powstrzymywania się przez inne osoby od ingerowania w sferę uprawnień właściciela (oczywiście, z ustawowo określonymi wyjątkami od wyżej wymienionych zasad). Jak powiedzieliśmy wcześniej, właściciel posiada również ustalone uprawnienia pozytywne – w ich zakres wchodzi również prowadzenie działalności gospodarczej, w tym produkcja (rzecz jasna, po spełnieniu określonych ustawowo wymogów). Jasne zatem staje się, w świetle powyższych rozważań, iż właściciel może ingerować w, a nawet wykluczyć, działalność produkcyjną innych osób przebywających na jego własności bez jego zgody. Innymi słowy, posiada uprawnienie do wykluczenie innych z produkcji. Przekłada się to na zarezerwowanie przez państwo dla właściciela określonego obszaru (i to nie w sensie geograficznym) produkcji, bowiem właściciel może zawsze pozbawić innych prawa do korzystania z prawnie nabytej własności do niego należącej. Oznacza to, że również punkt drugi Rothbardowskiej definicji monopolu jest spełniony.

    Doszliśmy zatem do wniosku, że własność (w jej wariancie kapitalistycznym) doskonale wpisuje się w Rothbarda ujęcie monopolu. Warto przypomnieć sobie w tym miejscu, co autor „Ekonomii wolnego rynku” napisał o monopoliście jako jedynym sprzedawcy danego dobra. „Jest to z pewnością sensowna definicja, lecz niezwykle szeroka. (…) Dlatego powyższej definicji ‘monopolu’ nie można uznać za użyteczną. (…) Definicję 1 można by prawdopodobnie sprowadzić ostatecznie do definicji monopolu jako wyłącznego prawa własności każdego człowieka do swojego majątku – a to, absurdalnie, czyniłoby każdą osobę monopolistą!20”. Okazuje się, że dokładnie te same słowa można zaadresować w stosunku do Rothbardowskiej definicji monopolu. Jeśli bowiem każda własność spełnia cechy monopolu, to każdy człowiek jest monopolistą w tym zakresie, w jakim jest właścicielem. Jedyne różnice między powyższymi definicjami sprowadzają się do tego, że koncepcja Rothbarda nie zawiera odniesienia do pojęcia „dobra” (które, jak Rothbard słusznie zauważa, jest subiektywne) oraz że w definicji 1 mamy do czynienia ze sprzedażą (a zatem w jej przypadku właściciel jest monopolistą w takim zakresie, w jakim prowadzi sprzedaż), a nie z produkcją, jak u Rothbarda. Rothbard popełnił zatem dokładnie ten sam błąd, który zarzucał definicji 1, a tym samym jego teoria jest tak samo bezużyteczna do opisu rzeczywistości kapitalistycznej (w której własność stanowi konstrukt państwa), jak krytykowana przez niego koncepcja.


    Własność na wolnym rynku (w anarchii)
    W dalszej części pracy dowodzić będziemy, że własność zachowuje swoje monopolistyczne cechy również na wolnym rynku. Na pierwszy rzut oka wydaje się to paradoksem. Po pierwsze, jednym z elementów ujęcia Rothbarda jest „państwo”, a to, jak wiadomo, nie występuje na wolnym rynku z definicji. Po drugie, wolny rynek jest stanem, w którym monopol nie może występować. Jednakże, paradoks ów jest pozorny, co przedstawimy poniżej.
    Przyjrzyjmy się, jak Rothbard definiuje państwo (dopiero teraz zajęliśmy się definicją państwa, gdyż nie było nam to wcześniej potrzebne w argumentacji). Odwoływać się będziemy do dwóch źródeł: „Społeczności bez państwa”21 oraz „Anatomii państwa”22. W pierwszym artykule Rothbard pisze: „Niech więc powiem z początku, jak definiuję państwo – jako instytucję, która posiada jedną lub obie (prawie zawsze obie) z następujących własności: 1) zdobywa swój dochód przez fizyczny przymus znany jako “podatek”; 2) zapewnia i zazwyczaj przymusowo monopolizuje zaopatrzenie w usługi obronne (policje i sądy) na ustalonym terytorium. Instytucja nie posiadająca żadnej z tych dwu własności nie jest i nie może być, zgodnie z moją definicją, państwem”. W drugim zaś stwierdza: „Państwo jest tą organizacją w społeczeństwie, która próbuje utrzymać wyłączność przy użyciu siły i przemocy na danym terenie; w szczególności zaś jest jedyną organizacją w społeczeństwie, która uzyskuje swoje dochody nie z dobrowolnych datków czy płatności za świadczone usługi, ale na drodze przymusu”. Warto również rozważyć koncepcję państwa jako „organizacji sposobów politycznych” Oppenheimera, do której Rothbard odwołuje się wielokrotnie w swoich książkach i artykułach. Nie ulega wątpliwości, że definicje te stanowią rozwinięcie Weberowskiego ujęcia państwa, zgodnie z którym „państwo jest taką wspólnotą ludzką, która w obrębie określonego terytorium – owo terytorium stanowi jej wyróżnik – rości sobie (z powodzeniem) prawo monopolu na wywieranie prawomocnej przemocy fizycznej”23.

    Zobaczmy jeszcze, co według Rothbarda należy do uprawnień właściciela ze strony negatywnej (bo tylko ona nas obecnie interesuje). Rothbard uznaje, że „kryminalistą jest każdy, kto inicjuje przemoc przeciwko innemu człowiekowi lub jego własności”24 oraz że „mało kto zaprzeczy, że przywłaszczenie sobie przez jakąś grupę albo całe społeczeństwo prawa własności do rzeźby oznacza ogromną niesprawiedliwość”. Wynika z tego bezpośrednio uprawnienie właściciela do wykluczenia innych z używania jego własności. Poddamy teraz kolejno fragmenty dotyczące państwa analizie, pamiętając wszakże, że przedmiotem naszych zainteresowań jest zagadnienie własności.

    W pierwszym cytacie zwróćmy uwagę na zastosowaną przez Rothbarda alternatywę łączną („lub”): państwem będzie instytucja, która albo „zdobywa swój dochód przez fizyczny przymus znany jako ‘podatek’”, albo „zapewnia i zazwyczaj przymusowo monopolizuje zaopatrzenie w usługi obronne (policje i sądy) na ustalonym terytorium”, albo spełnia obie te cechy. Jest jasne, że właściciel w rozumieniu przyjętym przez Rothbarda nie jest uprawniony do pobierania podatków, bowiem swój dochód zdobywać może wyłącznie za pośrednictwem środków ekonomicznych. Odrzucamy zatem alternatywę pierwszą i trzecią. Jednakże, jak wiemy z koncepcji własności u Rothbarda, właściciel jest wyłącznym dostawcą usług obronnych na swoim terytorium (swoje uprawnienie może, rzecz jasna, scedować na prywatną agencję obrony lub inną organizację25), bowiem do tego sprowadza się możliwość wykluczenia kogoś z korzystania z prawnie nabytej przez niego własności. Można więc stwierdzić, że właściciel monopolizuje usługi obronne na terenie swojej własności (w tym znaczeniu, że nikt inny poza nim nie jest uprawniony do stosowania przymusu na jego terytorium), a zatem według pierwszej z analizowanych definicji państwa spełnia drugą cechę, czyli jest państwem.

    Przejdźmy teraz do drugiego fragmentu, zgodnie z którym (przypomnijmy) „Państwo jest tą organizacją w społeczeństwie, która próbuje utrzymać wyłączność przy użyciu siły i przemocy na danym terenie; w szczególności zaś jest jedyną organizacją w społeczeństwie, która uzyskuje swoje dochody nie z dobrowolnych datków czy płatności za świadczone usługi, ale na drodze przymusu”. Kluczem do zrozumienia jest wyrażenie „w szczególności” („in particular”). Oznacza ono bowiem, że uzyskiwanie swoich dochodów „nie z dobrowolnych datków czy płatności za świadczone usługi, ale na drodze przymusu” nie jest cechą konieczną państwa, lecz właściwością, którą charakteryzuje się wyłącznie państwo. Zatem: nie każde państwo musi uzyskiwać dochód na drodze przymusu. Państwo, jak z tego wynika, to organizacja stosująca na danym terenie przymus i roszcząca sobie wyłączność na jego stosowanie. Jak jednak wiemy, również właściciel, zgodnie z Rothbardowskim ujęciem, posiada wyłączność na stosowanie środków przymusu na danym terytorium. „Jeśli każdy człowieka ma absolutne prawo do prawnie zdobytej własności, wynika z tego, iż ma on również prawo do utrzymania tej własności – obrony jej przemocą przeciwko agresji”26. Oczywistą tego konsekwencją jest przyznanie właścicielowi statusu państwa – bowiem utrzymuje on wyłączność przy użyciu siły i przemocy na danym terenie.

    Analizując koncepcję Oppenheimera, zgodnie z którą państwo stanowi „organizację sposobów politycznych”, przywołać należy rozumienie „środków politycznych” u Oppenheimera . „Istnieją dwa, fundamentalnie sprzeczne, sposoby, dzięki którym człowiek, żeby przeżyć, może zdobywać środki konieczne dla zaspokojenia swoich potrzeb. Są to praca i grabież, praca własnych rąk oraz przymusowe przywłaszczenie pracy innych. (…) Proponuję (…) nazywać pracę i równą wymianę swojej własnej pracy za pracę innych ‘środkami ekonomicznymi’ (…), a nieodwzajemnione przywłaszczenie sobie pracy innych – ‘środkami politycznymi’”27. Abstrahując od jawnych wartościowań, jakimi wykazuje się owo ujęcie, stwierdzić trzeba, iż według negatywnego aspektu uprawnień właściciela (tj. wykluczenia) może on nie tylko wykluczyć osobę, która w bezprawny sposób wkroczyła na jego własność, ale również domagać się zadośćuczynienia za to naruszenie (vide rozdz. 13 „Etyki wolności”). Zbadajmy teraz teorię kary u Rothbarda. Według niego czysta restytucja nie jest wystarczająca, żeby pokryć koszty poniesione przez ofiarę. Dlatego napastnik powinien oddać nie tylko wartość skradzioną (tj. wartość prawa ofiary), ale również uiścić ją podwójnie, jako że ofiara ma uprawnienie do takiej samej części prawa napastnika, jaką ów jej pozbawił. Jednakże, na tym Rothbard nie poprzestaje: idzie dalej, twierdząc, że napaść wprowadziła ofiarę w stan niepewności i strachu. Z tego powodu, podwójna wartość jest niewystarczająca, żeby zaspokoić ofiarę. Zasada ta nazywana jest przez samego Rothbarda i jego uczniów, w szczególności Kinsellę, według mnie niezbyt słusznie (Rothbard proponuje bowiem two eyes for an eye), lex talionis („oko za oko”). Z koncepcji tej wynika zatem, że właściciel może żądać co najmniej podwójnej wartości naruszenia. Idea ta, zakrawająca wręcz na niewolnictwo, jest według terminologii Oppenheimera, nieodwzajemnionym przywłaszczeniem sobie pracy innych – właściciel bowiem odbiera „agresorowi” część jego pracy w postaci materialnej (choć może być też tak, na gruncie teorii Rothbarda, że jednostka zostanie zmuszona do pracy, jeśli nie jest w stanie zapłacić orzeczonej kwoty28). Okazuje się więc, że właściciel jest państwem również, gdy spojrzymy z perspektywy Oppenheimera.

    Zagadnienie to można także rozważyć, analizując pokrótce uprawnienie pozytywne właściciela. Otóż, za Rothbardem, opowiadającym się za niemal nieograniczoną swobodą umów, jedną z dopuszczalnych form interakcji właściciela z niewłaścicielem jest zawarcie umowy dzierżawy. Jednakże, jak Oppenheimer stwierdza, odnosząc się do społeczeństwa feudalnego „(…) jest jeszcze inny [element państwa], który z początku miał zdecydowanie większe znaczenie: idea wyzysku ekonomicznego, użycie środków politycznych do zaspokojenia potrzeb. Chłop poddawał część produktu swojej pracy, nie otrzymując w zamian żadnego ekwiwalentu. ‘Na początku był czynsz’”29. Analiza ta doprowadza nas do konkluzji: właściciel jest państwem z punktu widzenia uprawnień pozytywnych właściciela w koncepcji Rothbarda.

    Skoro okazało się, że właściciel posiada wszelkie cechy państwa według jakiejkolwiek definicji państwa stosowanej przez Rothbarda, nie ulega wątpliwości, że przeprowadzona w poprzednim podrozdziale analiza zachowuje swoją moc, tj. właściciel sam (jako państwo) przyznaje sobie przywilej rezerwujący dla niego pewien obszar produkcji.

    Wnioski, do jakich doszliśmy mogą się wydać dość rewolucyjne. Skoro bowiem również właściciel jest państwem, to na jakiej podstawie Rothbard przeciwstawia się państwu per se? Jest on przecież zarówno przeciwnikiem państwa, jak i zwolennikiem własności (propertarianinem), a w świetle naszych rozważań okazuje się, że jest to stanowisko wewnętrznie sprzeczne. Zagadnienie to, jednakże, wykracza poza ramy naszego artykułu. Naszym dążeniem jest jedynie stwierdzenie, że Rothbarda koncepcja monopolu jest bezużyteczna również do opisu rzeczywistości anarcho-kapitalistycznej (wolnego rynku). Jeśli każdy właściciel jest państwem, a co za tym idzie – monopolistą, to mówienie o monopolu pozbawione jest sensu, ponieważ równie dobrze możemy po prostu stwierdzić, że ktoś jest właścicielem, przy czym własność jest, jak udowodniliśmy, monopolem.


    Wartościowanie w ekonomii
    Jak to jednak możliwe, że tak zasadnicza kwestia umknęła całemu pokoleniu (a nawet dwóm pokolenium) ekonomistów austriackich? Zdaniem autora wynika to z przeniknięcia do korpusu ekonomii austriackiej ukrytych30 wartościowań. Ekonomiści z tej szkoły szczycą się tym, iż rzekomo jako jedyni przestrzegają Weberowskiego postulatu wolności od wartościowania (wertfrei), koncentrując się wyłącznie na opisie. Problem wartościowania bardzo trafnie podsumowuje Walter Block: „kwestia wartościowania w ekonomii jest o wiele poważniejsza, gdyż większa część podstawowych postulatów, teorematów i metod jest usiana ukrytymi ocenami”31. Jednakże, co warto zauważyć, znaczna część ekonomistów austriackich jest libertarianami, a libertarianizm z kolei jest stanowiskiem, jakby nie było, etycznym. Nietrudno zatem o pomieszanie pojęć właściwych dla ekonomii z terminologią libertariańską, czyli ideologiczną.

    Zjawisko to widać w szczególności właśnie na przykładzie Rothbardowskiej koncepcji monopolu. Nie da się jej bowiem obronić, bez odwołania do pozaekonomicznych wartościowań. Rothbard, jak wiadomo, był zwolennikiem Locke`owskiej teorii własności, przez której pryzmat patrzył na własność w społeczeństwie anarcho-kapitalistycznym. Locke uznawał (abstrahując od bardziej szczegółowych rozważań), po pierwsze, że „każdy człowiek dysponuje własnością swej osoby”32, po drugie, że człowiek, mieszając swoją pracę z naturą, zawłaszcza przyrodę i po trzecie, że prawo własności wynika z natury. Skoro zatem prawo osoby do zawłaszczenia produktu jej pracy jest „naturalne”, wydawałoby się, że stanem naturalnym nie może być monopol. Czy jest to jednak przekonujące stanowisko?

    Przed tym problemem stanął Kevin Carson w swoim dziele „Studies in Mutualist Political Economy”. Pisze on bowiem „[c]zasem uznaje się, w odpowiedzi na ataki na monopole, że ‘każda własność jest monopolem’. To prawda, ale własność ziemi, nawet jeśli oparta jedynie na użytkowaniu, jest monopolem z natury. Kawałek ziemi może być zajmowany i użytkowany przez tylko jednego właściciela w jednym czasie, jako że charakteryzuje się rzadkością. Z natury własności wynika, że dwoje ludzi nie może zajmować tej samej przestrzeni w tym samym czasie”33. Carson, w ekonomii bliski szkole austriackiej, zdaje się więc zajmować stanowisko bliskie Rothbardowskiemu, zgodnie z którym „[o]bszary produkcji zmonopolizowane w „naturalny” sposób raczej nie potrzebowałyby rządowych blokad”. Jednakże, poglądu tego nie da się utrzymać zarówno w obecnej rzeczywistości, jak i w opisywanym przez Rothbarda (jak i Carsona34) społeczeństwie anarchistycznym. Czy jednak stwierdzenie, że własność jest monopolem „naturalnym” (tj. jej monopol wynika z natury rzeczy) zaprzecza w jakikolwiek sposób, że własność jest monopolem? Absolutnie nie. Stwierdzić bowiem trzeba, że w funkcjonującym systemie prawnym, ale również w każdym innym, własność posiada wszelkie cechy właściwe monopolowi.

    Jeszcze bardziej skażona wartościowaniami jest Oppenheimerowska koncepcja państwa35, z której Rothbard czerpał garściami. W podejściu Oppenheimera trzeba wcześniej określić, czym są: „równa wymiana” i „wymiana pracy” (czy też wymiana per se), „wzajemność” i „przywłaszczenie”. Daje to ogromne pole do popisu nienaukowym wartościowaniom, czego dowodem niech będzie chociaż to, że Locke`anista Rothbard dochodził do zupełnie innych wniosków na gruncie tej teorii niż najbliższy georgizmowi Oppenheimer.

    Z powyższego wynika, że również ekonomiści austriaccy (Rothbard i ci, którzy przejęli od niego definicję monopolu) nie wystrzegli się wartościowania w ekonomii. Włączyli oni bowiem do ekonomii właściwe dla libertarianizmu przesłanki dotyczące własności, co wypaczyło ich obiektywizm w opisywaniu rzeczywistości. Innymi słowy, postrzegali własność przez pryzmat libertariańskich ideałów. Z tego mariażu nauki i ideologii36 nie mogło wyjść nic dobrego, czego przykładem właśnie Rothbardowskie ujęcie monopolu.


    Podsumowanie
    Stanowisko, jakie zajęliśmy w tej pracy, jest więc jasne. Niezależnie od tego, jak wielkie są dokonania Rothbarda na polu ekonomii, jego koncepcja monopolu zasługuje na jak najbardziej krytyczne spojrzenie. Nie możemy zaakceptować teorii, która cierpi na tyle wad. W świetle przeprowadzonej analizy dojść można do wniosku, że jakkolwiek aspekt negatywny teorii Rothbarda (tj. podważenie teorii ceny monopolistycznej i konkurencji monopolistycznej) jest wyśmienity, to jej aspekt pozytywny pozostawia sporo do życzenia. Szczególnie warte podkreślenia jest przeoczenie przez środowisko ekonomistów austriackich rzeczonych nieścisłości. Wynika to jednak z faktu, że, jak wspomnieliśmy, większość współcześnie działających zwolenników tej szkoły stanowią libertarianie, a więc propertarianie.
    Reasumując, w toku rozważań udowodniliśmy, że:
    1)z monopolem w rozumieniu Rothbarda mamy do czynienia zawsze, gdy odnosimy się do własności;
    2)Rothbardowska koncepcja monopolu jest bezużyteczna do opisu rzeczywistości zarówno kapitalistycznej, jak i anarchistycznej;
    3)stanowisko Rothbarda da się utrzymać wyłącznie, gdy podeprzemy się ukrytymi wartościowaniami, których w ekonomii należy unikać.


    Krzysztof Śledziński


    1. D. T. Armentano, Krytyczny przegląd teorii monopolu, http://mises.pl/197/197/
    2. Tamże.
    3. S. E. Konkin, Nowy manifest libertariański, http://liberalis.pl/2009/10/04/samue...nski%E2%80%9D/
    4. R. Childs, Obiektywizm a państwo: list otwarty do Ayn Rand, http://libertarianizm.pl/wolnosciowe...ty_do_ayn_rand
    5. S. Kinsella, Przeciw własności intelektualnej, http://mises.pl/255/255/
    6. H. H. Hoppe, Demokracja. Bóg, który zawiódł, np. s. 25, 53, 119.
    7. Oznacza to, że abstrahować będę od możliwej krytyki ze strony innej niż austriacka, której przykładem (nota bene pozbawionym większego sensu) „Monopolies” Steve`a Kangasa (http://www.huppi.com/kangaroo/L-ausmon.htm).
    8. M. Rothbard, Ekonomia wolnego rynku, t. III, s. 50.
    9. Jakkolwiek podział ten może wydawać się na pierwszy rzut oka słuszny (na drugi również), w toku dalszej analizy ukaże się jego redukcjonizm rzeczywistości.
    10. D. T. Armentano, Krytyczny przegląd teorii monopolu, http://mises.pl/197/197/
    11. Bardziej szczegółową listę można znaleźć na s. 1156 M. Rothbard, Man, Economy and State (with Power and Market), mises.org/Books/mespm.PDF
    12. M. Rothbard, Ekonomia wolnego rynku, t. III, s. 138.
    13. Tamże, s. 305.
    14. Tamże, s. 307.
    15. Tamże, s. 310.
    16. M. Rothbard, O nową wolność, s. 74.
    17. Tamże, s. 106.
    18. Warto wszakże zwrócić uwagę, że Carson wychodzi z innych przesłanek dotyczących własności niż Rothbard. Do zagadnienia tego powrócimy później.
    19. Termin „kapitalizm” definiuję, za Thomasem Hodgskinem, jako „etatystyczny system władzy klasowej, w którym posiadacze kapitału byli uprzywilejowani w równym stopniu, co wielcy właściciele ziemscy w feudalizmie”.
    20. Rothbard, Ekonomia wolnego rynku, t. III, s. 46, 48.
    21. M. Rothbard, Społeczność bez państwa, http://liberalis.pl/2008/04/03/murra...%9D-fragmenty/
    22. M. Rothbard, Anatomia państwa, http://mises.pl/86/86/
    23. M. Weber, The Theory of Social and Economic Organization, s. 154
    24. M. Rothbard, Ethics of Liberty, s. 93.
    25. Co Rothbard explicite stwierdza na s. 116 Ethics of liberty.
    26. M. Rothbard, Ethics of liberty, s. 116.
    27. F. Oppenheimer, The State, http://www.franz-oppenheimer.de/state0.htm
    28. Zob. s. 125 „Ethics of liberty”.
    29. F. Oppenheimer, The State.
    30. Które są, według Blocka, znacznie bardziej przebiegłe i podstępne, a przez to gorsze, niż wartościowania otwarte. „Zupełnie inaczej ma się sprawa z otwartym wyrażaniem przez ekonomistów sądów wartościujących. W tym przypadku będzie jasne, że ekonomista mówi jedynie jako prywatna osoba, wypowiadająca się na równi z innymi obywatelami. Jego reputacja nie będzie już powiązana z etycznymi w gruncie rzeczy poglądami”. (W. Block, Wolność od wartościowania w ekonomii, http://mises.pl/161/161/)
    31. W. Block, Wolność od wartościowania w ekonomii, http://mises.pl/161/161/
    32. Locke J., Dwa traktaty o rządzie, Warszawa 1992, t. 2, rozdz. 27.
    33. K. Carson, Tucker`s Big Four: Patents, http://www.mutualist.org/id74.html
    34. Carson wychodzi z innych przesłanek dotyczących własności, jest on bowiem mutualistą. Nie zmienia to jednak statusu własności jako monopolu. Szersze rozważania o różnych ujęciach własności w libertarianizmie można znaleźć na: K. Carson, Tucker`s Big Four: Absentee Landlordism, http://www.mutualist.org/id66.html
    35. Choć inne definicje nie są lepsze pod tym względem. Przykładowo, w pierwszej znajduje się pozaekonomiczny termin „przymus”, w związku z czym każdy wyznający inną koncepcję przymusu inaczej będzie definiować państwo.
    36. Nie wchodząc w szerszą analizę fundamentów tych dwóch podejść do poznania rzeczywistości.
    Krzysztof Śledziński “De(kon)strukcja Rothbardowskiej koncepcji monopolu” Trikster
    Odpowiedzi 108 Odpowiedzi
    1. Avatar Michał Baranowski
      Dawaj. :)
    1. Avatar Trikster
      Zrobione. :)
    1. Avatar Kiszka
      Jakaś alternatywa ? Może być w postaci linków :)
    1. Avatar Trikster
      Alternatywy brak. Ekonomia austriacka sucks. :)
    1. Avatar Kiszka
      Alternatywa dla krytyki państwa opartej na obronie własności, która sama prowadzi do powstania państwa. Ni ma ?
      Socjalizm odpada, zostajemy przy wolnym rynku. Tylko czy wg. tego, co napisałeś promowanie idei anarchizmu rynkowego nie jest zwyczajną hipokryzją podobną do minarchizmu ?
      Nie wierzę, że niczego lepszego nikt nie opisał jeszcze.

      Swoją drogą, jeśli zgodzimy się z tym, co napisałeś oraz przyjmiemy prawdziwość teorii o samoposiadaniu to stajemy się monopolistami - państwami już w momencie narodzin. Czyż nie tak ?
    1. Avatar Trikster
      Właśnie tak. W tekście krytykuję nie tylko ASE, ale również libertarianizm i anarchizm ze względu na sprzeczność - własność jakakolwiek jest monopolem (albo inaczej: instancja podejmująca ostateczną decyzję o własności - u Rothbarda jest nim właśnie właściciel). Jakie kto wyciągnie z tego wnioski, jest jego sprawą. Niektórzy lubią być hipokrytami. I w gruncie rzeczy wynika stąd, że anarchokapitalizm nie różni się od minarchizmu, bo są równie wewnętrznie niespójne. Według mnie jakimś rozwiązaniem jest pójście w stronę przygodności i ironii (Rorty) albo mocy (Stirner). Odsyłam więc do tych autorów.
    1. Avatar anti-theist
      Mi sie wydaje, że Rothbardowi chodziło głównie o sposób w jaki monopol powstaje. Monopolista który złamał non-agression principle jest zły. Monopolista który stał się monopolistą/właścicelem, czyli wszedł w posiadanie kawałka ziemi bez łamania non-agression pronciple jest dobry i Rothbard się temu nie sprzeciwiał (pewnie nawet zdawał sobie sprawe, że to też jest monopol). Dlatego Akap krytykująć państwo, nie krytykuje samej instytucji lecz to że ono łamie NAP bez wczesniejszego podipsania kontraktu z osobą w stosunku której łamie to prawo. Gdzie w Akapie, właściciel ziemiski nie może naruszać NAP jeśli to wcześniej nie wynika z kontraktu. Nie widze tutaj hipokryzji.
    1. Avatar SzabloZębny
      http://www.megafileupload.com/en/fil...znego-pdf.html
    1. Avatar Duch
      Według mnie jakimś rozwiązaniem jest pójście w stronę przygodności i ironii (Rorty)
      A co to za koleś/kolesiowa zaś?
    1. Avatar Kiszka
      Cytat Napisał anti-theist Zobacz post
      wszedł w posiadanie kawałka ziemi bez łamania non-agression pronciple
      To akurat jest niemożliwe. No chyba, że wierzysz w to śmieszne prawo naturalne Nawet jak przyjmiesz, że własność powstaje w wyniku społecznej aprobaty to zawsze znajdzie się ktoś, kto się jej sprzeciwi i dla kogo będziesz państwem i agresorem, mimo że sąsiedzi uważają Cię za prawowitego właściciela np. działki.

      Temat Stirnera był parokrotnie poruszany na forum, ale nie chcę czytać jego książki w innym języku. Wyszła może ona kiedykolwiek po polsku ?
    1. Avatar smootnyclown
      Cytat Napisał Kiszka Zobacz post
      Temat Stirnera był parokrotnie poruszany na forum, ale nie chcę czytać jego książki w innym języku. Wyszła może ona kiedykolwiek po polsku ?
      Wyszła. PWN ją wydał w 1995 roku w serii "Biblioteka klasyków filozofii". Jeśli nie jesteś perfect z angielskim/niemieckim językiem filozoficznym, to faktycznie lepiej przeczytać po polsku:)
      Praca jest praktycznie niemożliwa do dostania, od czasu do czasu pojawia się na allegro za 100 zeta (ale warta tych pieniędzy:). Ja akurat mam, więc nie potrzebuję, ale proponuję intensywnie pisać do PWN o wznowienie wydania. Ostatnio wznowili Rawlsa, może ze Stirnerem też dadzą radę...

      Dodano:

      Cytat Napisał Kiszka Zobacz post
      To akurat jest niemożliwe. No chyba, że wierzysz w to śmieszne prawo naturalne
      bez wgłębiania się w szczegóły, wejście w posiadanie jakiegoś kawałka ziemi może się obyć bez łamania non-agression axiom. Weźmy sobie ulubiony model Rothbarda-Hoppego z Robinsonem, który zajmuje kawał ziemi na bezludnej wyspie. Na tym polega PIERWOTNOŚĆ zawłaszczenia. To akurat, mam wrażenie, choć pewnie Krzysiek zaraz mnie naprostuje, nie powinno budzić wątpliwości. Schody zaczynają się dopiero w momencie "uspołeczenia" analizy, tj. włączenia drugiej postaci i interakcji społecznej. Wtedy możemy się zastanawiać, na ile czas danej akcji (Robinson, który WCZEŚNIEJ ogrodził był ziemię, niż Piętaszek) może określać zasadność danego działania. Wtedy też możemy sobie dywagować, czy gdyby Piętaszek się nie zgodził na zastany schemat, to zaistniałoby złamanie naszego aksjomatu, jeśli tak, to w jakim stopniu i dlaczego. Itd:)
      Natomiast na gruncie modelu Robinsona możemy wydzielić taką formę nabycia własności przez zawłaszczenie, które nie jest złamaniem zasady. Inna sprawa, czy grunt jest dobry, a inna sprawa, czy uzasadnia to, co ma uzasadniać:)

      Dodano:

      co to jest, co zapodajesz? Zanim zgarnę, wolę wiedzieć..
    1. Avatar Kiszka
      No właśnie znalazłem informację o tym wydaniu i od razu wstukałem w wyszukiwarkę biblioteki na uniwerku, ale niestety w Łodzi nie ma, a więc wątpię żeby ktokolwiek w tym mieście miał egzemplarz na sprzedaż. Jedyne, co znalazłem to "Max Stirner. Jednostka społeczeństwo państwo" Macieja Chmielińskiego i ta pozycja jest do wypożyczenia i kupna. Warto zaopatrzyć się w taki substytut ? ;]

      Cytat Napisał smootnyclown Zobacz post
      Wtedy możemy się zastanawiać, na ile czas danej akcji (Robinson, który WCZEŚNIEJ ogrodził był ziemię, niż Piętaszek) może określać zasadność danego działania.
      Nie widzę powodu, dla którego to czas miałby decydować o słuszności praw własności.
      Natomiast co do samego przykładu wyspy jako przykładu non-aggression to mogę się zgodzić, stosując w praktyce przysłowie "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal"
    1. Avatar smootnyclown
      Cytat Napisał Kiszka Zobacz post
      No właśnie znalazłem informację o tym wydaniu i od razu wstukałem w wyszukiwarkę biblioteki na uniwerku, ale niestety w Łodzi nie ma, a więc wątpię żeby ktokolwiek w tym mieście miał egzemplarz na sprzedaż. Jedyne, co znalazłem to "Max Stirner. Jednostka społeczeństwo państwo" Macieja Chmielińskiego i ta pozycja jest do wypożyczenia i kupna. Warto zaopatrzyć się w taki substytut ? ;]
      Warto, choć oryginału nie zastąpi. Ale praca bardzo zgrabna. No i - jeśli chcesz - parę razy się Rothbard przewija. Chmieliński w ogóle całkiem dobrze pisze.

      Dodano:

      Cytat Napisał Kiszka Zobacz post
      Nie widzę powodu, dla którego to czas miałby decydować o słuszności praw własności.
      a no i widzisz:) Na tym przecież polega zawłaszczenie pierwotne, że skoroś to zrobił pierwszy, to jesteś debeściak:)
    1. Avatar Howard Roark
      Ale jaja Przecież ten artykuł to czysty dyskordianizm. Trikster was robi ewidentnie w balona, oczywiście z pełną powagą środków.
    1. Avatar anti-theist
      Nie koniecznie. Mi się wydaje, że o ile Trickster dobrze skrytykował definicje monopolu Rothbarda, ja dalej twierdze, że to nie o definicje monopolu chodzi lecz jedynie o sposób w jaki się go otrzymało.
      Po za tym niech Trickster nie pisze, że:
      Ekonomia austriacka sucks. :)
      Bo obalił tylko jeden aspekt Rothbardiańskiej definicji monopolu a nie całą Ekonomię Austriacką.
      Chicago school też ma sporo całkiem dobrych postulatów, tyllko, że myli sie kiedy dochodzi do polityki monetarnej. Ale to nie znaczy, że wszyscy Chicago boys ssą. Oni ssą ylko w jednym aspekcie całej szkoły Chicagowskiej. Tak samo jak Rothbard podał dość nie precyzyjną definicje monopolu.
    1. Avatar smootnyclown
      Cytat Napisał Howard Roark Zobacz post
      Ale jaja Przecież ten artykuł to czysty dyskordianizm. Trikster was robi ewidentnie w balona, oczywiście z pełną powagą środków.
      a gdzie tu jest robienie w balona?

      Dodano:

      Cytat Napisał anti-theist Zobacz post
      Po za tym niech Trickster nie pisze, że:
      a po co "c"?;>
      Inna sprawa, że cytat, który przywołałeś był pisany z przekąsem. I jeszcze inna sprawa, że zarówno Mises, jak i Rothbard, czy inni przedstawiciele ASE chwalą się, że w ekonomii nie wartościują (u Rothbarda to brzmi wręcz śmiesznie, jeśli się zwróci uwagę na odpowiedni kontekst:), gdy tymczasem - i to m.in. Krzysiek pokazał, wartościują, jak chuj.
      Pomijając już teorię monopolu, ASE nie stosuje się do swoich własnych postulatów (podobnie jest choćby z aprioryzmem i empirią).
    1. Avatar Trikster
      anti-theist:
      Nie do końca, jak sądzę. Rothbard założył od początku, że państwo powstało przez złamanie NAP. Mnie nie interesuje sposób powstania własności - patrzę wyłącznie na definicję państwa i sprawdzam czy własność podpada pod tę definicję. Podpada BEZ WZGLĘDU na to, czy weźmiemy pod uwagę nabycie własności, czy nie. Co więcej, schody zaczynają się w momencie uspołecznienia obrazu - kto definiuje, co jest czyje? Rothbard stwierdzi, że właściciel, a w niektórych przypadkach sąd. Czy jednak sąd może zmusić właściciela do stawienia się przed jego oblicze i poddania się wyrokowi? Nie, bo mielibyśmy do czynienia wtedy z państwem nawet w najbardziej powierzchownym ujęciu. A skoro to właściciel definiuje, to swoją istotność traci NAP - właściciel staje się państwem ustanawiającym prawo na swoim terytorium.
      Nie wiem czy wyjaśniłem Twoje wątpliwości.

      smootny:
      Oczywiście, może. Ale w momencie uspołecznienia już tak łatwo nie jest.
      I nie chodzi tu o dywagowanie, tylko o stwierdzenie, że biorąc pod uwagę wszystko, co Rothbard napisał na ten temat, to właściciel jest ostatecznym decydentem, jeśli chodzi o jego własność.

      Howard:
      Dlaczego dyskordianizm?

      anti-theist:
      To prawda, nie chodzi o definicję monopolu per se (choć nie wiem czy jednak ma ona jakikolwiek sens), tylko o sprzeczność w teorii. I zdanie "Ekonomia austriacka sucks. :)" należy traktować w tym kontekście jako żart. :)
    1. Avatar Trikster
      Duch:
      Sorry, nie zauważyłem.
      http://en.wikipedia.org/wiki/Richard_Rorty
      Najbardziej istotna książka w tej kwestii to: Przygodność, ironia i solidarność.
    1. Avatar anti-theist
      Cytat Napisał Trikster Zobacz post
      Rothbard założył od początku, że państwo powstało przez złamanie NAP.
      O tym nie wiedziałem. Manifest Libertariański i Etyke Wolności czytałem dosyć dawno, więc zapomniałem. W takim razie istnieje zgoda, co do reszty nie mam zastrzeżeń.
      Tibor Machan również wytknął Austriakom problem z wartościowaniem, tylko, że troche w innym kontekście.
      Tutaj jest jego wykład
    1. Avatar Trikster
      Może "założył" to złe słowo. Lepiej powiedzieć, że element złamania NAP jest cechą państwa z definicji. Ale nie wiem czy o to Ci chodziło.